Damian Grabowski – Naprawdę dobry, ale…

Damian Grabowski
Foto: Piotr Chrchula/Edytor.net / Newspix

Damian Grabowski (22-5) to zawodnik wagi ciężkiej klubu Lutadores Opole, który rozsławiał MMA w Polsce walcząc też dla najpoważniejszych organizacji na świecie. Ten obieżyświat występował w niejednej federacji i to z sukcesami, a wszystko nabrało rozpędu po serii zwycięstw podczas turnieju w Wiedniu, gdzie w ciągu jednego dnia wygrał aż cztery pojedynki i to przed czasem zgarniając główne trofeum.

Grabowski vs Kita
Foto: Facebook/Damian Grabowski

Potem to już poszło, było BOTE Gdynia i pamiętna walka z Michałem Kitą, Bellator, gdzie poczuł gorycz pierwszej porażki, gdy w półfinale uległ późniejszemu triumfatorowi Cole Konradowi, współpraca z federacją MMA ATTACK, gdzie schodził z tarczą z oktagonu z każdym przeciwnikiem występującym z nim w roli głównej.

Grabowski vs Sanchez
Foto:Facebook/Damian Grabowski

W pewnym momencie nadszedł czas na M1 – Global i został mistrzem tej federacji odprawiając Kenny Garnera, aczkolwiek już w pierwszej obronie odebrał mu miano najlepszego ciężkiego jego rodak Marcin Tybura, który po dzień dzisiejszy występuje u amerykańskiego hegemona. I właśnie po tej porażce nasz główny bohater wygrał jeszcze jedną walkę pod szyldem rosyjskiej organizacji i zawitał do UFC, niemniej nie był to udany moment kariery dla „Polskiego Pitbulla”, gdyż trzy walki przegrał i zmienił pracodawce.

Grabowski-vs-Garner
Foto: m-1global.com

Ostatecznie wystąpił jeszcze w FEN i w 2019 na KSW 49 ogrywając przed czasem Karola Bedorfa w drugiej rundzie i od tamtej pory w oktagonie już go nie widzieliśmy. Niby nie zakończył kariery, ale bardzo długi rozbrat z klatką i 44 lata na karku raczej wykluczają powrót na zawodową ścieżkę, ale kto wie? Niewątpliwie to bardzo dobry zawodnik ze znakomitym parterem, niemniej wydaję się że przy dobrych wiatrach mógł osiągnąć jeszcze więcej, ale tego pewnie już się nie dowiemy.

Grabowski vs Bedorf
Foto: kswmma.com

Źródło: Wikipedia/Redakcja

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*