Aleksander Usyk (22-0, 14 KO) po znakomitej walce pokonał w pierwszym starciu Tysona Fury’ego (34-1-1, 24 KO) będąc o krok od zwycięstwa nawet przed czasem (9 runda), a zarazem dokooptował do swojej kolekcji pas WBC stając się niekwestionowanym czempionem wagi ciężkiej. Tym razem w stawce będą tylko trzy pasy WBC, WBO i WBA, aczkolwiek kaliber wydarzenia, mimo to ma swoją rangę, możemy się też zastanowić, co musiałby uczynić Fury w ringu, aby to jego ręka powędrowała ku górze. Niby rzecz oczywista po prostu wygrać, tylko jak to uczynić?

Anglik, gdyby mógł zrobić z tego brudną walkę jego szanse wzrosły by niewspółmiernie, ale trudno oczekiwać na tym poziomie, aby sędziowie dopuścili do czegoś takiego, gdzie klincze i przepychanki decydowałyby o wyniku, a ponadto Ukrainiec to stary wyga, więc trudno liczyć, iż da się wpuścić w maliny. Gabaryty to domena Fury’ego, ale Usyk pokazał jak te przewagi zniwelować, technicznie obaj są znakomici ze wskazaniem na Aleksandra, psychika wyróżnia mistrza ze Wschodu, który właściwie poskromił jeden z atutów Brytyjczyka.

Innymi słowy trafiła kosa na kamień, właściwie pozostaje to, iż Fury to prawdziwy Dr. Jekyll i Mr. Hyde, dlatego też do końca niewiadoma czego można się po nim spodziewać, w gruncie rzeczy ostatnia porażka mogła spowodować, że rozsypie się dosłownie w ringu pod naporem Usyka, albo przejdzie metamorfozę zaskakując publikę. Ten Pojedynek jest niezwykle frapujący, a scenariuszy na dzień dzisiejszy jest bez liku. Faworyt niby znany, ale…, no właśnie konia z rzędem temu kto na 100% wie kto wygra sobotnią potyczkę.
Źródło: Redakcja

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis