Mateusz Masternak (49-6, 32 KO) miał trudną przeprawę z Floydem Massonem (14-2, 8 KO), australijski mańkut okazał się twardym orzechem do zgryzienia i pokazał, że Polak ma kłopoty z bijącymi się z odwrotnej pozycji. Walka była w pewnym sensie analogiczna do dawnego starcia Masternaka z Ukraińcem Sillachem, gdzie pojedynek był bardzo ciasny, a o sukcesie zadecydowały detale.

Niewątpliwie nasz reprezentant ma pewne kłopoty z mańkutami, a jako że jest 4 w IBF, 11 w WBO i 13 w WBC to można spekulować, o ile doszłoby do kolejnej walki mistrzowskiej „Mastera” najbliżej mu do Jai Opetaia (IBF) lub Gilberto Ramireza (WBO), a potem pozostaje Noel Mikaelian(WBC). Pierwsi dwaj to mańkuci i to jacy, więc Masternak zapewne nie byłby faworytem, natomiast Ormianin wydawałby się najlepszą opcją, co nie oznacza, że najłatwiejszą, gdyż to też nie byle jaki bokser.

Droga do tronu dla Polaka jest wyboista, ale może właśnie w tym należy upatrywać szansy, gdyż jakby nie było z niejednego pieca jadł on chleb i pewnie gdyby nie pechowa kontuzja w starciu z Billamem -Smithem już dawno byłby upragnionym mistrzem świata.
Źródło: Redakcja

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis